Bajka, bójka i brawurka
Jestem sceptykiem. Kiedy zwiastun i wszystkie zapowiedzi obiecują mi film w stylu Johna Wicka, zastanawiam się gdzie leży haczyk. Charlize Theron, doskonała stylistyka Berlina z 89', obiecujące mordobicia, James McAvoy i działająca w podobnych akcyjniakach elektroniczna muzyka – toż to zapowiada samograj!
Odwijając z bawełny: Leitch chciał złapać zbyt wiele agentów za ogon i przypiekać na jednym ogniu. W efekcie widz otrzymuje odgrzewane gołąbki przykryte pięknie udrapowanym celofanem.
Lorraine Broughton (Charlie Theron w kolejnej po Mad Max: Fury Road doskonałej roli "twardej babki") zostaje wysłana do Berlina, aby odzyskać listę tajnych agentów oraz zbadać przyczyny śmierci kolegi po fachu. Łącznikiem będzie lumpowaty król podziemia David Percival (szacuneczek dla McAvoy'a), a do gry włączają się Rosjanie oraz cały światek tajnych agencji. Wiadomo – taki spis agentów to łakomy kąsek w świecie zimnej wojny. Wiadomo, bo widzieliśmy to w kinie już milion razy. Lista agentów, ultradoskonały chip czy inna tajna broń (lub kasa) – oto wabiki, jakimi karmi nas hollywoodzkie kino od lat. Agenci trochę powęszą, nadzieją się na fabularne twisty i poleją po pyskach. I mamy nasze gołąbki.
Leitch strzelił sobie w stopę jednym zabiegiem: film jest retrospekcją, bowiem poznajemy całą historię w perspektywy przesłuchania naszej głównej bohaterki. Mocne sceny, kiedy ta próbuje się zregenerować w wannie z lodem, kiedy opatruje rany i pali papierosy robią wrażenie: piękna Theron wygląda jak po walce bokserskiej. W dodatku jest naga, więc kontrast pomiędzy zgrabnym ciałem a siniakami na twarzy wywołuje bardzo pożądane ambiwalencje. Obraz intrygująco pociągający. Niestety, chwilę później trafiamy na przesłuchanie, czyli Lorraine już swoje przeżyła i trochę poopowiada. Tak ustawiając oś czasową, likwiduje się element niepewności – jak mamy się przejmować bohaterką Theron, jeśli wiemy jak skończy?
Największym problemem filmu nie jest niestety scenariusz – nie dość, że po seansie nie wiemy nic więcej o bohaterach niż sugerowały zwiastuny, to naprawdę nie udaje się nawiązać jakiejkolwiek nici porozumienia z żadną postacią. A fabuła potrafi zwyczajnie nudzić, zaś końcowe przetasowania naszych gołąbków jedynie rozwalają ładny kostium z kapusty. Jasne, John Wick miał fabułę szczątkową, prostą i będącą jedynie pretekstem do fenomenalnej akcji. Twórcy Atomic Blonde postanowili zaś opakować mordobicie nie tylko w efektowną estetykę, ale i szpiegowską historię. Dlatego akcji jest mniej, a na każdą taką sekwencję po prostu się czeka.
Stąd tempo dygoce: pompowana przez bójkę adrenalina ma czas opuścić nasz organizm, bo twórcy raczą przyprawić dialogi neonami, muzyczką, dłużyznami. Po chwili trochę bójki, potem bajki i to wszystko przypomina brawurową jazdę z trzymanką.
Zaznaczam wyraźnie – to nie jest zły film! Przeciwnie, wiele jego elementów naprawdę imponuje i sama stylistyka powinna przyciągać przed kinowe ekrany. Piękne lokacje, choreografie, ładni ludzie oraz wyrazista muzyka. Aktorsko – same wyróżnienia, bardzo solidnie ograno marne na papierze postacie, dlatego katastrofy nie ma. Naprawdę czuć tutaj każdy cios, widać skutki kolejnych uderzeń na organizmy przeciwników, Charlize Theron również srogo obrywa, a kaskaderka zmiata z fotela.
Absolutnym majstersztykiem jest efektowny mastershot na klatce schodowej. Kilkanaście minut walki na dwóch piętrach, w kilku pomieszczeniach, a potem na ulicach. Lorraine, Spyglass i czterech przeciwników. W ruch idą kopniaki, pistolety, pięści, łokcie, kolana, lampy i korkociągi. A wszystko kończy się pościgiem samochodowym. Wow, moje serce łomotało z radości. Oczywiście widać, gdzie prawdopodobnie zrobiono duble, ale to nieważne: wielki szacunek za tą scenę. Czapki z głów, ten gołąbek smakuje pierwszorzędnie. Warto pójść do kina dla tej jednej rozbudowanej sekwencji. Jeśli w dodatku podobnie jak ja byliście pod wrażeniem sceny korytarzowej w pierwszym sezonie Daredevila, tutaj wpadniecie w euforię. Wspaniałe!
Podsumowując, nie uważam Atomic Blonde za słaby film – ale potężnie mnie rozczarował. Siedząc w kinie łapałem się na tym, że jest tu wszystko, za co lubię wickopodobne akcyjniaki, a mimo to się nudzę. Historia nie angażuje, choć same wizualia mogą robić robotę...
(w skali Filmwebu: 5/10)

Komentarze
Prześlij komentarz